Na Majorce jedno jest pewne: tu się nie „je”, tu się celebruje jedzenie

Poranki zaczynają się jak małe święto – stoły uginają się od wszystkiego, co tylko można sobie wymarzyć: świeże pieczywo, owoce, sery, słodkości, a człowiek obiecuje sobie „dziś lekko”… po czym kończy z talerzem, który wygląda jak degustacja całej Hiszpanii 🍊🥐🍰
Obiad? Trudno nazwać to obiadem, to raczej kulinarna pułapka – bo wszystko pachnie tak, że „wezmę tylko trochę” nie istnieje. A potem nagle jest deser. Oczywiście „na spróbowanie” 😅
Kolacja to już inny poziom – człowiek siada tylko na chwilę, a wychodzi z przekonaniem, że jutro zacznie dietę. Tylko że jutro znowu Majorka i… historia się powtarza.
Krótko mówiąc: karmią nas tu tak dobrze, że zaczynam podejrzewać, że hotel ma tajny plan – zatrzymać nas przy stole na zawsze 😄